Kolejny głos w debacie Taternika na temat akceptacji ryzyka w środowisku wspinaczkowym. „Świadomie o ryzyku” mówi Bogusław Kowalski, instruktor alpinizmu PZA, biegły sądowy ds. wspinaczki i BHP. O ryzyku we wspinaniu mówi od lat, podczas festiwali, warsztatów i szkoleń. Włączając się do dyskusji wskazuje obszary, które są już zagospodarowane i te, które wymagają jeszcze uwagi. Pierwszym z nich jest zarządzanie ryzykiem.

W Taterniku” 3/2019 ukazał się wywiad z Piotrem Xięskim zatytułowany „Jako środowisko wypieramy temat ryzyka i tego, co może się z nami stać po wypadku”. Pragnę się odnieść do stwierdzeń wiceprezesa, a z częścią z nich polemizować. Zacznę od tego, że o ryzyku we wspinaniu, o ewentualnych konsekwencjach i wypadkach mówię od lat na festiwalach górskich i warsztatach. Myślę, że przeprowadziłem około pięćdziesięciu, a może sześćdziesięciu tego typu szkoleń na największych imprezach górskich w Polsce. Oczywiście nie robię tego sam, na tych samych imprezach można wysłuchać innych instruktorów PZA, przewodników wysokogórskich, ratowników TOPR i GOPR. Wszyscy, których wymieniłem, przede wszystkim uświadamiają słuchaczom zagrożenia występujące podczas wspinania. Instruktorzy, na pewno ja, prowadzą owe warsztaty z własnej inicjatywy. I tu nasuwa mi się pierwsza refleksja. Skoro w odczuciu tak dobrze zorientowanej osoby jak Piotr nikła jest świadomość faktu, że od wielu lat temat ogarniają instruktorzy PZA – czyli ktoś najbardziej kompetentny, to znaczy że związek nie wykorzystuje potencjału, jaki posiada. Zabierając głos w dyskusji, zamierzam wskazać, które zagadnienia według mnie są „przerobione”, a nad którymi powinniśmy się pochylić.

Ryzyko

W 2005 roku w ustawie o sporcie kwalifikowanym nie znalazły się zapisy mówiące o tym, że uprawianie alpinizmu jest ryzykowne. Część starszych kolegów prześmiewczo oceniała ten fakt, twierdząc, że w ten sposób ustanowiono, iż wspinanie jest bezpieczne. Moim zdaniem była to zbyt daleka interpretacja, gdyż skutki błędów wspinaczkowych są oczywiste: bolesne, a czasem tragiczne. Ponadto osoba wspinająca się musi liczyć się z tym, że jej składka ubezpieczeniowa na życie będzie o wiele droższa niż zwykłego śmiertelnika. A w wielu ubezpieczeniach są wyłączenia sportów ekstremalnych, co w przypadku wypadku skutkuje nieważnością polisy. Użytkownicy ścianek i uczestnicy kursów wspinaczkowych podpisują oświadczenie o świadomości ryzyka. Czytelnicy poradników, a nawet czasopism wspinaczkowych mogą trafić na zdanie mówiące o tym, że wspinanie jest sportem niebezpiecznym.

Zredukować ryzyko na tyle, na ile to możliwe

Nie ma więc wątpliwości, że powinniśmy nabyć takie umiejętności, które pozwolą zredukować ryzyko na tyle, na ile jest to możliwe. Można tu mówić o zarządzaniu ryzykiem, które znowu w oczach wielu starszych kolegów, zwłaszcza z grona instruktorów, jest pojęciem niewłaściwym. Mam świadomość, że jest to kalka z języka angielskiego, ale trudno znaleźć inny adekwatny odpowiednik. W tym przypadku zarządzanie oznacza wprowadzanie takich działań, które zminimalizują ewentualne skutki. Chciałbym, żeby słowo „zminimalizuje” wybrzmiało na tyle mocno, na ile się da. Oczywiste bowiem jest, że nie można ryzyka wynikającego z uprawiania wspinaczki zredukować do zera. Wychodzenie odpowiednio wcześnie, tak aby uniknąć wspinaczki po zmroku, monitorowanie pogody, właściwy ekwipunek, cel dopasowany do umiejętności, asekurowanie się zgodne z zasadami – to podstawowe działania z obszaru zarządzania ryzykiem.

Jazda na żółtym świetle

Trzeba mieć świadomość, że zarządzanie ryzykiem we wspinaniu to zagadnienie bardzo szerokie i wieloaspektowe.

Jedną z najtrudniejszych umiejętności jest właściwa ocena ryzyka, odróżnienie tego akceptowanego od nieakceptowanego oraz poruszanie się w obszarze ryzyka tolerowanego. Na swój użytek nazywam to jazdą na żółtym świetle, czyli w takim środowisku, w którym jest wiele zmiennych, posiadamy niepełną wiedzę i mamy ograniczone zasoby, chociażby czasowe.

Zdarza mi się jako biegłemu sądowemu analizować wypadki wspinaczkowe i mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że wszystkie nieszczęśliwe zdarzenia, o których wiem, były wynikiem błędu ludzkiego.

Od wielu lat zgłębiam te kwestie, poszukując nie tylko odpowiedzi, ale też pomysłów na procedury, które mogłyby pomóc. Podczas wspinania popełniamy błędy z bardzo różnych powodów. Można je podzielić na trzy typy: niewiedza, dekoncentracja i niechlujstwo. Aby ich uniknąć, przede wszystkim należy się szkolić, czyli poznać i nauczyć się procedur, mieć otwarty umysł i wyobraźnię. Trzeba też umieć wyciągać wnioski z błędów, które skutkowały wypadkami, ale też takich, które obyły się bez konsekwencji. Tak właśnie przed laty powstała procedura, którą znamy pod nazwą partner check. Sprawdzając się wzajemnie przed wspinaniem, ograniczamy zagrożenie wynikające z przeoczenia błędu w przywiązywaniu liny do uprzęży czy niewłaściwego przypięcia przyrządu asekuracyjnego.

Cały artykuł ukazał się na łamach kwartalnika Teternik 1/2020.  Magazyn dostępny w promocji – przy zakupie najnowszego numeru dodatkowy, archiwalny egzemplarz gratis.